“Being Bobby Brown” jest obrzydliwe

Nie ma sensu bić się po buszu. “Being Bobby Brown”, reality show podkreślające wokalistę R & B, którego rap może być dłuższy niż jego katalog, jest bez wątpienia najbardziej obrzydliwą i makabryczną serią, jaka kiedykolwiek wylała się w telewizji.

A jeśli weźmiesz pod uwagę konkurencję z gatunku sławnych osobowości, to coś mówi.

Co daje “Bobby” to ponure wyróżnienie?

Czy to lwiąca nędza, skazana za brak płacenia alimentów dzieciom, które nie mają ślubów, jazdy po pijanemu i pogwałceniu zwolnienia z powodu kokainy? (I nie zapominajmy o jego oblubieńczym aresztowaniu.) Czy to jego nieznośne ego (nazywa swojego syna, Bobby Jr., “szczególnego dla mnie, ponieważ nosi moje imię”)? Czy to jest jego ciągła, nieokrzesana wypowiedź (mówi żonie Whitney Houston, aby “szybko przyniosła ten tyłek”). Pokażę ci, co z tym zrobię.)? Czy może to tylko jego odrażająca osobowość, ponieważ w drugim odcinku mówi o usuwaniu ekskrementów z derriere swojej żony? (Nie, nie zamierzam go zacytować.)

To wszystko, a potem trochę. Jeśli ośmioczęściowa seria miała poprawić wizerunek Browna, to kończy się to nieszczęśliwie.

Nie tylko pokazuje, że Brown jest jeszcze bardziej wulgarny, niż sugerują tabloidy, ale jednocześnie udaje mu się obrabować Houston z wszelkich strzępów godności. Na przemian znika z kamery i wykonuje dla nich.

W pewnym momencie prosi załogę offscreenową o tak zwany reality show “Co powinniśmy tutaj robić?”. To także pytanie dla każdego, kto słucha muzyki.

“Being Bobby Brown” (czwartek, 30 czerwca, 10-11: 00, dwa odcinki, powtarzanie 11-północy, Bravo