“Not Fade Away: A Short Life Well Lived”

W szczytowym okresie swojego życia, szczęśliwie żonaty i ojciec trójki dzieci, Peter Barton stanął twarzą w twarz z największym wyzwaniem w życiu pełnym ryzyk i zmian kierunku. Zdiagnozowany z rakiem, rozpoczął podróż, która była przerażająca i przerażająca, ale jednocześnie pełna cudów i odkryć. Oto fragment “Not Fade Away”:

Wiele można powiedzieć o osobie przez jego pseudonim, prawda?

Mój jastrząb. Miałem tego pseudonim od tak dawna, jak pamiętam, i wciąż mnie łaskocze. Po prostu kocham to słowo. Wywołuje obrazy szybujących lotów na bezchmurnym niebie. To implikuje majestatyczną niezależność, bezkompromisowy realizm drapieżcy…

Tylko że to nie jest jastrząb, do którego mam na imię.

Nazywam się Studebaker Hawk, rynkową klapą sportowego coupe, która została wyprodukowana w połowie lat pięćdziesiątych. Po prostu uwielbiałem to imię. Wydawało się, że podsumowuje wszystko, co było fajne i żwawe.

Poza tym, bardziej pasuje do tego, że zostałem nazwany na cześć samochodu. Jako dziecko nie poszybowałem, jechałem. Fantazjonowałem się samochodami, ale jeździłem na rowerach lub zmotoryzowanych dingach, które wybrałem z części zamiennych. Mój był przyziemny, zwariowany, majstrujący w dzieciństwie.

Z drugiej strony dzieci są zawsze gwałtowne. Dla nich nie ma granicy między przyziemnym a niebiańskim. Błoto to cud. Śnieg to czysta, zimna radość. Stos liści jest świętym ołtarzem. Dlaczego tracimy to uczucie, to poczucie cudu, przez tak wiele naszego życia?

W każdym razie, urodziłem się w Waszyngtonie, ale gdy byłem jeszcze dzieckiem, rodzina przeprowadziła się do Painted Post w stanie Nowy Jork, małego miasteczka na północy, z klonami, pstrokatymi krowami i piękną białą wieżą. I kobiety w ciąży! Kobiety w ciąży niosące małe dzieci; kobiety w ciąży pchające wózki. Było tam milion dzieci do zabawy. Ładne dzieci, paskudne dzieci, łagodne dzieci, łobuzy – cała ludzka natura była reprezentowana w naszym małym sąsiedztwie.

Nasza rodzina pod każdym względem była typowa. Moja matka, w tamtych latach, była gospodynią domową. Mój ojciec pracował zbyt ciężko i nie było go w pobliżu tak bardzo, jak bym chciał. Nie byliśmy ani bogaci, ani biedni; Nie sądzę, żebym wiedział, że te kategorie istnieją. Wszyscy byli klasą średnią. Życie stało się lepsze dla wszystkich razem. Pewnego roku była telewizja, w przyszłym roku była kolorowa telewizja. Jeden rok tata jeździł lśniącym nowym Odskokiem, w następnym roku DeSoto miał jeszcze większe płetwy ogonowe.

Dzieciaki nie znają się na ekonomii, ale oto lekcja, którą zaabsorbowałam: Pieniądze trzeba pracować, ale nie denerwować się. Pojawi się, gdy będzie to wymagane. W międzyczasie lepiej wspinać się na drzewa i budować bałwany. Innymi słowy, żyć.

Ale chcę ci powiedzieć o jednym twierdzeniu Malowanego Posta o sławie. Jest bardzo blisko fabryki Corning Glass, w której pracował mój ojciec.

W przypadku, gdy ktoś nie pamięta, Corning nie rozpoczął działalności w branży światłowodów. W latach 50. Corning wytwarzał talerze i talerze oraz patelnie Pyrex. Jednak to, z czego firma była najbardziej znana, to dania z zapiekanek. Każdy je miał, pamiętasz? Ich znakiem firmowym był abstrakcyjny niebieski kwiat.

Odkąd mój tata pracował dla Corning, moja mama miała każdy kształt zapiekanki jaki kiedykolwiek powstał. Mieliśmy jeden na gulasz. Mieliśmy jeden na zupę. Mieliśmy jeden na ziemniaki. Gdyby zrobiono je dla pojedynczych splotów spaghetti, też byśmy je mieli! Nadal widzę metalowe kołyski, w których naczynia siedzieli przy stole . . .

Ale czekaj – dlaczego mówię o zapiekankach? Myślę, że to dlatego, że podejście śmierci uświadomiło mi, że w życiu nie ma żadnych nieistotnych szczegółów. To poczucie cudowności z dzieciństwa wraca do mnie. Jak mogę to umieścić? Rzeczy i ich znaczenia łączą się w moim sercu.

Te stare zapiekanki – może to tylko połamane i poobijane patelnie, ale dla mnie są powiązane z niesamowicie cennymi rzeczami, gigantycznymi pojęciami takimi jak Matka, Kuchnia, Posiłki rodzinne.

Więc trochę mnie rozluźnij, jeśli teraz nostalgię nostalgicznie. Chodzi o to, że nie wydają mi się banalne. Czułem, że największe rzeczy w życiu najlepiej zrozumieć za pomocą małych rzeczy. Zignoruj ​​te małe, a te duże wydają się tylko fantazyjnymi słowami, sloganami bez prawdy o czymś, co naprawdę wiesz, i naprawdę poczuj.

Kto wie, jak i kiedy faktycznie rodzi się choroba?

Kto wie, czym jest rak w swoim przerażającym dzieciństwie, kiedy zaczynają się pojawiać pierwsze katastrofalne podziały komórkowe, zanim możliwe jest wykrycie?

Z tego, co wiem, może być coś pięknego w tym procesie. Pod mikroskopem, z upływem czasu, może wyglądać jak otwarcie kwiatów, rosnące grzyby. Może to brzmi dziwnie, ale to, że coś jest dla nas złe, nie znaczy, że nie może być piękne na własnych warunkach. Natura jest pełna wspaniałych i śmiertelnych rzeczy.

Niezależnie od historii mojej choroby, oto jak się o tym dowiedziałem: Mój lekarz zadzwonił do mnie na komórkę.

Jest Pearl Harbor Day, 7 grudnia 1998 roku. Mam czterdzieści siedem lat i rzekomo jestem “na emeryturze” przez półtora roku. Ale jestem tak zajęty jak zawsze. Zacząłem podstawy. Uczę seminarium w szkole biznesu. Siedzę w zarządach różnych korporacji i doradzam wielu przyjaciołom, którzy wciąż są w połowie kariery. Czuję radosny obowiązek pomagania tam, gdzie mogę. I, prawdę mówiąc, nadal kocham akcję.

Dzisiaj jestem w Dolinie Krzemowej, na nieformalnym spotkaniu zarządu w Yahoo. Poprosili mnie, bym został reżyserem. To pochlebia, ale mijam – głównie dlatego, że ich model biznesowy przeraża mnie. Jak oni mogą zarabiać? O tym właśnie rozmawiamy w tym konkretnym popołudniu: sformułowanie modelu ekonomicznego dla dużej agregacji e-commerce. To mnie podnieca. To, co lubię, to tworzenie rzeczy, dodawanie wartości, kształtowanie wielkiego obrazu. Jestem tutaj, aby przeprowadzić burzę mózgów, aby cieszyć się towarzystwem naprawdę inteligentnych ludzi. I zasugerować im kilka wielkich pomysłów – które, wnioskuję, nie są na to gotowe.

W zasadzie muszę powiedzieć, że to, co Yahoo zrobił do tej pory, jest tylko jednym z elementów układanki. Wszyscy znają swoje imię, ale gdzie one istnieją, co robią? Mówię im, że muszą zostać firmą medialną. Potrzebują transmisji. Potrzebują treści. Mają dwie możliwości: stają się marginalne lub idą łeb w łeb z AOL i Microsoft.

W pewnym momencie spotkanie staje się elektryczne. Zdarza się to od czasu do czasu w biznesie, a kiedy to robi, na pewno jest to przypływ adrenaliny. Zdarza się, gdy Big Stuff jest na stole i ludzie wiedzą, że mózgi i zasoby są po to, aby to zrobić, jeśli tylko wola może zostać znaleziona…

I wtedy dzwoni mój telefon komórkowy.

Ze względów politycznych wyłączam swój telefon, gdy wchodzę na spotkanie. Tym razem zapomniałem. A w tej kluczowej chwili ta cholerna rzecz zaczyna bzyczenie. Uderzam w kieszenie, szturchając guziki. Nie mogę tego zatrzymać. Nareszcie odpowiadam, żeby to zamknąć.

To mój lekarz w Denver. Ledwo go znam. Ledwo mnie zna. Nie chodzę bardzo do lekarzy. Dlaczego miałabym? Jestem zdrowym facetem, zdrowym orzechowcem. Poszłam do niego, bo miałam trochę bólu brzucha.

“Pan. Barton? “, Mówi.

“Mówienie”.

“Chcę, żebyś przyszedł do mojego biura, aby omówić to ze mną. Masz raka. “

Właśnie tak. To zwięzłe; to szybkie; tak zwyczajnie.

Nie pamiętam, jak wstałem, ale nagle stoję. Rada dyrektorów Yahoo patrzy na mnie. Może rozumieją, że stało się coś złego; może po prostu zastanawiają się, co może być ważniejsze, niż bezpośrednia rozmowa z AOL.

Opuszczam spotkanie. Właściwie nie mam zawrotów głowy, ale w korytarzu podłoga nie wydaje się całkiem równa, ściany stykają się z sufitem pod szczególnym kątem. Ciągle mam telefon przez lekarza, ale on odmawia wiele do powiedzenia. To moje życie, ale robimy to po swojemu. Nalega, że ​​musi mnie widzieć w swoim biurze.

Kieruję się do mojego samolotu. Po drodze czuję mój żołądek, patrzę na niego, jakby szukając naładowanej broni. Gdzieś tam – gdzieś we mnie – rośnie coś trującego.

Jest to niepojęte i okropnie obraźliwe. To był tylko mały ból brzucha, który pozostał. Bez bólu, bez gorączki. Nic bardziej niż mgliste poczucie braku w moich wnętrznościach.

To nie może być rak. To musiał być jakiś groteskowy błąd.

Fragment z “Nie zniknąć: krótkie życie dobrze przeżył” Laurence’a Shamesa i Petera Bartona. Copyright © 2003 Laurence Shames i Peter Barton. Opublikowany przez Rodale, Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadnej części tego fragmentu nie można używać bez zgody wydawcy.